UE ogłasza testy cyfrowej waluty. Co CBDC oznacza dla użytkowników?

UE ogłasza testy cyfrowej waluty. Co CBDC oznacza dla użytkowników?

Unia Europejska w 2023 roku chce przystąpić do testowania cyfrowego euro, SWIFT ogłosił właśnie, że startuje z przygotowaniami do współpracy z centralnie kontrolowanymi walutami cyfrowymi CBDC. Także polski bank centralny myśli o cyfrowej walucie. Czy jednak cyfrowa waluta jest w nam w ogóle potrzebna? – Widzę szanse dla cyfrowego euro, choć nie oczekiwałbym, że zmniejszy się popularność kryptowalut, jak chce tego Europejski Bank Centralny. Pamiętajmy, że centralnie kontrolowana waluta oznacza mniej prywatności i większą kontrolę państwa nad finansami. Trudno będzie zyskać społeczną akceptację dla tego typu rozwiązań – podkreśla Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji.


Radosław Jodko

W 2022 roku podwoiła się liczba banków centralnych, które ogłosiły prace lub rozważają wprowadzenie CBDC (z ang. central bank digital currency) i w tej chwili już nawet sto banków centralnym – w tym polski – deklarują, że pracują nad CBDC.  Unia Europejska w 2023 roku rozpoczyna testy, by wprowadzić do publicznego użytku cyfrowe euro. A Komisja Europejska ogłosiła właśnie, że w 2023 roku pojawią się odpowiednie zapisy prawne do wprowadzenia cyfrowej waluty europejskiej.
 
Pełne wdrożenie cyfrowego euro CBDC zapowiadane jest na 2026 roku.  EBC spodziewa się, że używanie cyfrowego euro we wszystkich krajach członkowskich mogłoby pobudzić gospodarkę. Ideę cyfrowego euro wspiera prezes EBC Christine Lagarde – zagorzała krytyczka kryptowalut. A biorąc pod uwagę to, że od 5 kwietnia trwają konsultacje społeczne, dzięki którym Komisja Europejska chce lepiej poznać interakcje między CBDC a innymi metodami płatności, wydaje się, że przyszły rok będzie kluczowy, jeśli chodzi o europejską walutę cyfrową. Polski bank centralny raczej jest powściągliwy w sprawie cyfrowej waluty. NBP wprawdzie także opracował raport w sprawie cyfrowego złotego, ale jednocześnie – jaka zaznacza – dostrzega komplikacje wynikające z braku podstaw prawnych do wprowadzenia CBDC w Polsce.
Głosy o przywiązaniu Polaków do gotówki jako wolności gospodarczej płynące z NBP czytać można także w kontekście tego, że 2023 roku to rok wyborczy, więc drażnienie społeczeństwa nowinkami gospodarczymi w czasie wysokiej inflacji wydaje się ten projekt odsuwać znacząco w czasie.
 

Cyfrową walutę wprowadziły Chiny, decydując nawet, że docelowo chcą całkowicie zastąpić juana jego cyfrowym odpowiednikiem.

Wydaje się, że to one oraz popularność kryptowalut zmusiły resztę świata do przyspieszenia prac nad cyfrowymi walutami. Przykład chiński doskonale pokazuje wszystkie słabości i wady centralnie kontrolowanej waluty cyfrowej. W tym systemie bowiem rząd chiński śledzi każdy ruch pieniądza, każdy przelew, monitoruje stan posiadania i może nawet zdecydować o tym, że pieniądze wyparowują z konta.
O ile więc cyfrowe rozliczenia za pomocą CBDC mają sens w przypadku rozliczeń między państwami, szczególnie tam, gdzie kluczowa jest transparentność, o tyle trudno sobie wyobrazić, że społeczną akceptację zyska idea tego, by państwo kontrolowało i monitorowało nasze przelewy oraz nasz stan posiadania.
 
Zresztą Unia Europejska zakłada współistnienie fizycznego pieniądza obok cyfrowego, zdając sobie sprawę z tego, jak wielki opór napotkałaby decyzja choćby w teorii oznaczająca groźbę kontroli państw na prywatnymi finansami obywateli. Po co więc w ogóle zabiera się za wprowadzenie CBDC? Wydaje mi się, że banki centralne próbują w ten sposób znaleźć odpowiedź na rosnącą popularność kryptowalut i wszelkich rozwiązań opartych na blockchainie. Odpowiedź zresztą jest nietrafiona. Bo centralnie zarządzana i kontrolowana waluta cyfrowa jest jednak przeciwieństwem modelu finansów zdecentralizowanych (DeFi) oraz sieci niekontrolowanej (samokontrolującej), chroniącej prywatność, rozproszonej.
 

Czy są więc jakiekolwiek korzyści wynikające z wprowadzenia CBDC?

Utrata anonimowości przy transakcjach znacząco wpłynąć mogłaby na walkę z terroryzmem i jego nielegalnym finansowanie – to z pewnością dla wielu jest  ważny argument. W sytuacji chwiejności rynków – bankom centralnym byłoby zdecydowanie łatwiej wpływać i sterować gospodarką, biorąc pod uwagę przede wszystkim wprowadzenie CBDC jako środka rozliczeniowego pomiędzy bankami centralnymi oraz do transakcji międzynarodowych. Myśląc o konsumentach, moglibyśmy szukać plusów w tym, że zniknęłyby koszty prowadzenia kont, wydawania kart, wszelkich tego typu opłat bankowych. Przelewy zagraniczne docierałyby w kilka sekund.
 
Tyle że to wszystko – a nawet więcej – mamy także w przypadku operowania kryptowalutami. Nie mam wątpliwości, że w ciągu najbliższych dekad z pewnością czeka nas rewolucja systemów bankowych. Ale spodziewam się, że większy wpływ na to będą miały właśnie doświadczenia pokolenia, które w tej chwili nie tylko „bawi się” kryptowalutami, ale i projektuje swój biznes w oparciu o blockchain i krypto. To oni wymuszą zmiany. Banki centralne – poza dogadaniem się z wszystkimi innymi graczami na rynku finansowym – chcąc przekonać obywateli krajów do centralnie kontrolowanej waluty cyfrowej, muszą przede wszystkim wymyślić, jak przekonać ich, że większa kontrola nie będzie wiązała się z naruszaniem prywatności obywateli, a sterowanie popytem w postaci zmuszania nas do wydania pieniędzy w określonym terminie – leży w interesie każdego z nas.
 
To czyni z tego projektu w zasadzie mission impossible. I bardziej od speców od finansów potrzebujemy do tego filozofów. Dlatego z większą niecierpliwością czekam na prawne rozwiązania UE dotyczące kryptowalut, a stablecoin postrzegam jedynie jako alternatywę, którą banki centralne mogą wprowadzić, żeby obserwować, jak zmiany społeczne i gospodarcze na rynku zmieniają nawyki konsumentów. I z tego wyciągać wnioski na przyszłość.
Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji
Źródło: RRJ Group