Rynki długu pod presją. Inwestorzy boją się nowej fali inflacji
Globalne rynki obligacji znalazły się pod silną presją po gwałtownym wzroście cen ropy i nasileniu napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie. Rentowność 30-letnich obligacji USA przekroczyła poziom 5 proc., a inwestorzy coraz mocniej zakładają, że banki centralne będą zmuszone utrzymać wysokie stopy procentowe dłużej, niż jeszcze kilka tygodni temu oczekiwano. W centrum uwagi znalazł się nie tylko Fed, ale także Europejski Bank Centralny, Bank Anglii oraz Japonia, gdzie rynek zaczyna obawiać się nowej fali zadłużenia i globalnego wzrostu kosztu pieniądza.
-
Rentowności obligacji USA, Niemiec i Japonii osiągnęły najwyższe poziomy od wielu lat, ponieważ rynek obawia się trwałego wzrostu inflacji napędzanego drogą ropą.
-
Inwestorzy niemal całkowicie porzucili scenariusz obniżek stóp procentowych przez Fed, a coraz częściej zakładają nawet ich podwyżki jeszcze w tym roku.
-
Konflikt wokół Iranu i napięcia w rejonie cieśniny Ormuz zaczynają wpływać nie tylko na rynek energii, ale również na koszty kredytów, wyceny akcji i sytuację zadłużonych państw.
Rynek obligacji wysyła alarmujący sygnał
Ostatnie dni przyniosły gwałtowną wyprzedaż obligacji skarbowych na największych światowych rynkach. Rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do około 4,6 proc., osiągając najwyższy poziom od ponad roku, podczas gdy rentowności 30-letnich papierów przekroczyły 5 proc.. Podobny ruch widoczny jest w Europie oraz Japonii.
Niemieckie obligacje osiągnęły najwyższe rentowności od kilkunastu lat, a japońskie papiery długoterminowe znalazły się na rekordowych poziomach od momentu ich wprowadzenia na rynek pod koniec lat 90. Rynek coraz wyraźniej zakłada, że inflacja wywołana wzrostem cen energii może mieć charakter trwały.
Według analityków inwestorzy zaczynają rozumieć, że banki centralne są gotowe reagować bardzo agresywnie nawet zanim pojawią się pełne dowody na utrwalenie inflacji. To właśnie ten mechanizm napędza obecny wzrost kosztu długu bardziej niż same obawy o stabilność finansów publicznych.
Istotne jest także to, że presja obejmuje głównie obligacje krótkoterminowe, które są silnie powiązane z oczekiwaniami dotyczącymi polityki monetarnej. Oznacza to, że rynek przede wszystkim boi się kolejnych podwyżek stóp procentowych.
Inflacja znów staje się największym problemem
Kluczowym impulsem dla rynku okazały się ostatnie dane inflacyjne ze Stanów Zjednoczonych. Inflacja producencka PPI wzrosła aż o 6 proc. rok do roku, znacznie mocniej od oczekiwań ekonomistów. Inflacja bazowa również przyspieszyła, pokazując, że presja cenowa zaczyna rozlewać się na kolejne sektory gospodarki.
Inflacja konsumencka CPI także pozostała wysoka. W ujęciu rocznym wyniosła 3,8 proc., a inflacja bazowa osiągnęła 2,8 proc.. Szczególnie niepokojący dla rynku był miesięczny wzrost cen, wskazujący na ponowne przyspieszenie dynamiki inflacyjnej.
Źródłem problemu pozostają przede wszystkim ceny energii. Ropa Brent utrzymuje się powyżej 110 dolarów za baryłkę, ponieważ sytuacja wokół cieśniny Ormuz nadal jest napięta. Rynek obawia się zakłóceń w globalnych dostawach surowców, co mogłoby dodatkowo podbić ceny paliw i transportu.
W rezultacie inwestorzy niemal całkowicie zrezygnowali z oczekiwań na obniżki stóp procentowych w USA. Jeszcze kilka tygodni temu rynek liczył na cięcia kosztu pieniądza przez Fed. Dziś kontrakty terminowe zaczynają wyceniać nawet około 50 proc. prawdopodobieństwa podwyżki stóp do końca roku.
Fed i banki centralne mogą popełnić kosztowny błąd
Coraz więcej ekonomistów zwraca uwagę, że banki centralne mogą reagować zbyt agresywnie na szok energetyczny. Problem polega na tym, że wzrost cen ropy wywołany konfliktem geopolitycznym działa inaczej niż klasyczne przegrzanie gospodarki.
W praktyce oznacza to, że podwyżki stóp procentowych nie rozwiążą problemu ograniczonej podaży ropy czy napięć na Bliskim Wschodzie. Mogą natomiast znacząco osłabić wzrost gospodarczy, zwiększyć koszty kredytów hipotecznych i pogłębić problemy zadłużonych państw.
Już teraz realne rentowności obligacji, czyli po uwzględnieniu inflacji, osiągają bardzo wysokie poziomy. W USA oraz Wielkiej Brytanii realne rentowności 30-letnich papierów zbliżają się do 2,5 proc., co historycznie oznacza bardzo restrykcyjne warunki finansowe.
Rynek zaczyna więc rozgrywać scenariusz, w którym Fed i inne banki centralne najpierw przesadnie zaostrzą politykę monetarną, a później będą zmuszone do wycofania się z tych działań w obliczu spowolnienia gospodarczego.
To właśnie dlatego mimo silnego wzrostu rentowności obligacji amerykańskie indeksy giełdowe nie reagują jeszcze gwałtowną przeceną. Część inwestorów nadal wierzy, że banki centralne ostatecznie będą musiały wrócić do bardziej łagodnej polityki.
Japonia może stać się nowym źródłem globalnych problemów
Szczególną uwagę rynku przyciąga obecnie Japonia. Tamtejsze rentowności obligacji rosną wyjątkowo szybko, a inwestorzy obawiają się kolejnych programów stymulacyjnych związanych z wysokimi cenami energii.
To potencjalnie bardzo ważny problem dla całego świata. Przez lata japońscy inwestorzy lokowali ogromne środki w obligacjach amerykańskich i europejskich, ponieważ rentowności w Japonii były bliskie zera. Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać.
Jeżeli japońskie obligacje zaczną oferować atrakcyjniejsze oprocentowanie, część kapitału może wrócić do kraju. To mogłoby wywołać dodatkową presję na wzrost rentowności w USA i Europie, jeszcze bardziej podnosząc koszt finansowania globalnej gospodarki.
Zdaniem części strategów wojna z Iranem mogła trwale podnieść minimalny poziom rentowności obligacji na świecie. Oznaczałoby to koniec ery ultra taniego pieniądza, która przez ponad dekadę wspierała rynki akcji, nieruchomości i zadłużone państwa.
Największym ryzykiem pozostaje obecnie scenariusz, w którym wysoka inflacja utrzyma się dłużej, a banki centralne będą zmuszone jednocześnie walczyć z drożejącą energią i słabnącym wzrostem gospodarczym. Dla inwestorów oznaczałoby to wyjątkowo trudne otoczenie na najbliższe kwartały.
