Złoto na historycznych szczytach, a giełdy balansują między euforią a strachem
Na globalnych rynkach finansowych znów zrobiło się nerwowo. Po gwałtownej wyprzedaży wywołanej obawami o nową falę wojny handlowej między USA a Chinami, inwestorzy obserwują gwałtowne odbicie indeksów giełdowych i rekordowe wzrosty cen złota oraz srebra. Analitycy podkreślają, że w tle rośnie ryzyko przegrzania sektora technologicznego, szczególnie spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, co coraz częściej przywodzi na myśl analogie do bańki internetowej z 2000 roku.
-
Rynki akcji odrabiają straty po złagodzeniu tonu Donalda Trumpa w sprawie ceł na Chiny.
-
Cena złota i srebra osiągnęły historyczne rekordy, a popyt na metale szlachetne rośnie w obliczu niepewności makroekonomicznej.
-
Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega przed ryzykiem pęknięcia bańki spekulacyjnej napędzanej inwestycjami w sektorze AI.
Rynki akcji: euforia po burzy
Po piątkowej przecenie amerykańskie giełdy w poniedziałek gwałtownie odbiły. Indeks Dow Jones wzrósł o ponad 400 punktów, a S&P 500 i Nasdaq Composite zyskały odpowiednio 1,1% i 1,5%. Optymizm powrócił po tym, jak Donald Trump złagodził swoje stanowisko wobec Chin, deklarując, że „wszystko będzie dobrze”. Wystarczyło kilka zdań, by zatrzymać falę paniki, która zaledwie kilka dni wcześniej kosztowała amerykański rynek akcji około 2 biliony dolarów kapitalizacji.
Odbicie na Wall Street było o tyle dynamiczne, że rynek był już technicznie przygotowany na korektę po kilkumiesięcznym rajdzie. Analitycy zwracają uwagę, że inwestorzy zaczynają reagować coraz bardziej emocjonalnie na doniesienia polityczne, a nie na realne dane gospodarcze. Dla przykładu – oczekiwane raporty o inflacji konsumenckiej w USA zostały przesunięte z powodu częściowego zamknięcia rządu, co powoduje, że Rezerwa Federalna działa w warunkach informacyjnej mgły.
W tym kontekście szczególne znaczenie ma wystąpienie prezesa Fedu, Jerome’a Powella, zaplanowane na wtorek. Rynek z niecierpliwością czeka na jego komentarz dotyczący perspektyw gospodarki i polityki pieniężnej. Inwestorzy wyceniają obecnie z prawdopodobieństwem 97% obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych w październiku oraz 91% szansę na kolejną w grudniu.
Złoto i srebro biją historyczne rekordy
Na rynku surowców trwa prawdziwy boom na metale szlachetne. Cena złota przekroczyła 4 080 USD za uncję, a srebra sięgnęła 52 USD za uncję – poziomów niewidzianych od ponad czterech dekad. Według danych rynkowych, złoto wzrosło w tym roku już o ponad 53%, a srebro – o ponad 70%. Za tak imponujące wzrosty odpowiadają nie tylko obawy przed spowolnieniem gospodarczym, lecz także rosnący popyt ze strony banków centralnych oraz funduszy ETF inwestujących w kruszec.
Analitycy Bank of America podnieśli prognozę dla ceny złota na 2026 rok do poziomu 5 000 USD za uncję, a dla srebra do 65 USD. Z kolei UBS zakłada, że złoto w krótkim terminie może dojść do 4 200 USD, wskazując na utrzymujący się trend wzrostowy wśród inwestorów instytucjonalnych.
Tymczasem rynek srebra znalazł się w sytuacji wyjątkowego napięcia – analitycy mówią wręcz o historycznym short squeeze na londyńskim rynku metali. Brak płynności i gwałtowny wzrost kosztów pożyczania srebra (tzw. lease rates) doprowadziły do tego, że część traderów zaczęła transportować fizyczny metal z Nowego Jorku do Londynu… samolotami cargo. Taki ruch – kosztowny i rzadko spotykany – pokazuje, jak bardzo napięty stał się rynek fizycznego srebra.
W efekcie obserwujemy nie tylko wzrost cen, ale także rozszerzenie się różnicy między notowaniami londyńskimi a nowojorskimi. Popyt inwestycyjny i przemysłowy, szczególnie ze strony sektora fotowoltaicznego, wzmacnia dodatkowo długoterminowe fundamenty dla srebra.
Europa w cieniu napięć handlowych
Europejskie parkiety również rozpoczęły tydzień na plusie. Indeks Stoxx 600 wzrósł o 0,3%, a szczególnie dobrze zachowywały się spółki surowcowe i górnicze, które odrabiały straty po piątkowej przecenie. Wśród liderów znalazły się Fresnillo, Aurubis i Anglo American, a ich wzrosty przekroczyły 2–7%.
Na rynkach europejskich inwestorzy bacznie obserwują nowy rozdział napięć handlowych między USA a Chinami. Donald Trump ponownie zagroził wprowadzeniem 100-procentowych ceł na chińskie towary, co miałoby być odpowiedzią na chińskie ograniczenia eksportu metali ziem rzadkich – kluczowych dla przemysłu obronnego i półprzewodników. Choć prezydent USA później złagodził ton, rynki nie lekceważą tego sygnału.
W tle trwa także proces „strategicznej deglobalizacji”, który prowadzi do przenoszenia produkcji chipów i surowców technologicznych bliżej granic Zachodu. Przykładem jest decyzja rządu Holandii o przejęciu kontroli nad spółką Nexperia, powiązaną z chińskim kapitałem, w celu zabezpieczenia dostaw półprzewodników w Europie.
Warto też zwrócić uwagę na sytuację w Wielkiej Brytanii, gdzie Lloyds Bank utworzył dodatkowe rezerwy w wysokości 800 mln funtów na rekompensaty związane z aferą kredytów samochodowych. Na rynku motoryzacyjnym trwa z kolei sądowa batalia dotycząca tzw. urządzeń oszukujących emisje, w której uczestniczą m.in. Renault, Stellantis i Mercedes-Benz.
Bańka AI i ostrzeżenie z Waszyngtonu
Równolegle do turbulencji handlowych i surowcowych, w świecie finansów narasta obawa przed pęknięciem bańki na rynku sztucznej inteligencji. W najbliższych dniach w Waszyngtonie odbędą się jesienne spotkania Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, a jednym z głównych tematów będzie ryzyko przegrzania rynków akcji.
Jak ostrzega dyrektor zarządzająca MFW, obecne wyceny spółek technologicznych „zbliżają się do poziomów obserwowanych w szczytowym okresie internetowego boomu sprzed 25 lat”. W przypadku nagłego załamania rynków, skutki dla globalnej gospodarki mogłyby być dotkliwe, szczególnie dla krajów rozwijających się, które nie dysponują buforami fiskalnymi.
Bank Anglii i Europejski Bank Centralny również zwróciły uwagę na ryzyko gwałtownej korekty. Z kolei Rezerwa Federalna przyznała we wrześniu, że amerykańskie rynki są „wysoko wycenione”. Coraz więcej ekonomistów porównuje obecną sytuację do 2000 roku, kiedy to po latach euforii w sektorze technologicznym nastąpił gwałtowny krach.
Niektórzy analitycy uważają jednak, że ewentualna korekta mogłaby oczyścić rynek i przywrócić równowagę między cenami akcji a realnymi zyskami spółek. Wskazują też, że jeśli Fed zdecyduje się na obniżki stóp procentowych, może to złagodzić skutki spadków i dać inwestorom szansę na powolne odbicie – podobnie jak po 2000 roku.
Obecny układ sił na rynkach finansowych przypomina skomplikowaną szachownicę, na której każdy ruch polityczny czy gospodarczy ma natychmiastowy wpływ na notowania akcji, walut i surowców. Z jednej strony widzimy rekordową cenę złota i srebra, rosnący popyt na bezpieczne aktywa i rosnące oczekiwania na obniżki stóp procentowych, z drugiej – ryzyko przegrzania rynków akcji i nadmiernego zadłużenia państw.
Eksperci podkreślają, że inwestorzy powinni zachować szczególną ostrożność, ponieważ nastroje rynkowe stały się wyjątkowo zmienne. Słowa jednego przywódcy potrafią dziś w kilka godzin przenieść miliardy dolarów między aktywami ryzykownymi a bezpiecznymi. W takich warunkach zyskują przede wszystkim ci, którzy potrafią chłodno analizować dane i nie ulegają emocjom.
Najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe dla dalszego kierunku rynku – zarówno jeśli chodzi o decyzje Fedu, jak i ewentualne złagodzenie napięć handlowych. Jak jednak podsumowują analitycy, „handlowa cisza nigdy nie trwa długo, a niepewność pozostaje najlepszym przyjacielem złota.”
