Trump znów podnosi cła i wywołuje globalne trzęsienie ziemi na rynkach

nowe cła Trumpa

Od północy czasu waszyngtońskiego obowiązuje 10-procentowe globalne cło na import do USA, wprowadzone decyzją administracji Donalda Trumpa w odpowiedzi na wyrok Sądu Najwyższego ograniczający jego wcześniejsze uprawnienia taryfowe. Choć prezydent zapowiadał podniesienie stawki do 15%, formalnie wdrożono niższy poziom, co wywołało falę niepewności na rynkach finansowych. Europejskie giełdy spadają, Unia Europejska wstrzymuje proces ratyfikacji umowy handlowej z USA, a inwestorzy obawiają się wzrostu inflacji i kolejnego etapu wojny handlowej.


  • Stany Zjednoczone wprowadziły 10% globalne cło na import, z możliwością podniesienia stawki do 15% w najbliższych miesiącach.

  • Europa i Azja reagują niepewnością, wstrzymując negocjacje handlowe i analizując konsekwencje dla swoich gospodarek.

  • Rynki finansowe spadają, a inwestorzy obawiają się wzrostu cen i dalszej eskalacji napięć handlowych.

Nowa fala ceł i konstytucyjny spór w USA

Administracja Donalda Trumpa sięgnęła po Section 122 ustawy handlowej z 1974 roku, która umożliwia prezydentowi wprowadzenie ceł do 15% na okres 150 dni bez zgody Kongresu. To odpowiedź na wyrok Sądu Najwyższego, który uznał, że wcześniejsze „cła wzajemne” zostały wprowadzone z przekroczeniem uprawnień wynikających z ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych.

Choć Trump zapowiadał podniesienie globalnej stawki do 15%, w życie weszła 10-procentowa taryfa ad valorem obejmująca niemal wszystkie towary nieobjęte wyłączeniami. Biały Dom nie wyklucza jednak dalszego podwyższenia stawek, a administracja przygotowuje nowe dochodzenia w oparciu o przepisy dotyczące bezpieczeństwa narodowego (Section 232) oraz nieuczciwych praktyk handlowych (Section 301).

Z perspektywy makroekonomicznej oznacza to, że efektywna średnia stawka celna USA wyniesie około 10–12%, w zależności od zakresu wyłączeń. To poziom znacznie wyższy niż w latach przed pierwszą kadencją Trumpa. Oceniają analitycy, że choć formalnie jest to ruch tymczasowy, realnie stanowi próbę odbudowy reżimu taryfowego, który został podważony przez sąd.

Europa wstrzymuje oddech, Azja kalkuluje

Reakcja partnerów handlowych była natychmiastowa. Unia Europejska wstrzymała prace nad ratyfikacją umowy handlowej z USA, sygnalizując potrzebę większej jasności ze strony Waszyngtonu. Również Indie opóźniły rozmowy dotyczące porozumienia przejściowego. Rynki odebrały to jako sygnał, że okres stabilizacji w relacjach transatlantyckich może się zakończyć.

Szczególnie niepewna jest sytuacja Wielkiej Brytanii, która wynegocjowała 10-procentową stawkę jako pierwsza spośród partnerów USA. Jeśli globalna taryfa wzrośnie do 15%, brytyjscy eksporterzy znajdą się w mniej korzystnej sytuacji konkurencyjnej. Oceniają analitycy, że może to wywołać presję polityczną w Londynie i przyspieszyć dywersyfikację kierunków eksportowych.

Chiny z kolei wezwały USA do rezygnacji z „jednostronnych ceł”, jednocześnie sygnalizując gotowość do dalszych rozmów. W kontekście planowanego spotkania Trump–Xi Jinping w Pekinie, sytuacja nabiera wymiaru geopolitycznego. Twierdzą analitycy, że ograniczenie nadzwyczajnych uprawnień prezydenta USA może paradoksalnie wzmocnić pozycję negocjacyjną Pekinu.

Rynki finansowe pod presją i widmo inflacji

Europejski indeks STOXX 600 spadł, a amerykańskie giełdy zareagowały wyprzedażą akcji, gdy inwestorzy zaczęli dyskontować scenariusz ponownego wzrostu kosztów importu i presji inflacyjnej. Szczególnie wrażliwe pozostają sektory detaliczny i przemysłowy, które już wcześniej zmagały się z rosnącymi kosztami energii i pracy.

W krótkim terminie część firm – zwłaszcza duże sieci handlowe – może odetchnąć z ulgą, ponieważ 10% stawka jest niższa od wcześniej obowiązujących taryf sięgających nawet 50%. Jednak w średnim horyzoncie niepewność regulacyjna staje się największym ryzykiem, ponieważ przedsiębiorstwa nie wiedzą, czy planować ceny i inwestycje w oparciu o 10% czy 15% stawkę.

Z makroekonomicznego punktu widzenia kluczowe będzie to, czy nowe taryfy przełożą się na trwały wzrost inflacji w USA. Sondaże pokazują, że 64% Amerykanów negatywnie ocenia politykę celną prezydenta, uznając ją za czynnik podbijający ceny. Jeśli presja inflacyjna wzrośnie, Rezerwa Federalna może znaleźć się w trudnym położeniu, balansując między stabilnością cen a ryzykiem spowolnienia gospodarczego.

Polityka, wybory i strategiczna gra o bilans handlowy

Administracja argumentuje, że nowe cła mają ograniczyć deficyt handlowy USA sięgający 1,2 bln dolarów rocznie oraz poprawić saldo rachunku obrotów bieżących. W krótkim okresie może to przynieść efekt fiskalny w postaci wyższych wpływów budżetowych, jednak w długim terminie skutki zależą od reakcji partnerów handlowych.

Groźba dalszych dochodzeń sektorowych – dotyczących baterii, infrastruktury energetycznej czy sprzętu telekomunikacyjnego – wskazuje, że polityka handlowa pozostanie kluczowym narzędziem geostrategicznym. Oceniają analitycy, że celem nie jest wyłącznie bilans handlowy, lecz również reindustrializacja i zwiększenie odporności łańcuchów dostaw.

W kontekście nadchodzących wyborów polityka celna staje się elementem przekazu skierowanego do elektoratu odczuwającego presję kosztów życia. Jednak rynki finansowe preferują przewidywalność, a obecna sytuacja generuje raczej zmienność niż stabilność.

Wprowadzenie 10-procentowego globalnego cła to nie tylko techniczna zmiana w taryfach, lecz sygnał powrotu do bardziej konfrontacyjnej polityki handlowej USA. Kluczowym czynnikiem dla rynków będzie tempo i zakres dalszych działań – czy administracja rzeczywiście podniesie stawkę do 15% oraz jakie sektory obejmą kolejne dochodzenia.

Jeśli napięcia handlowe będą eskalować, możliwy jest scenariusz podwyższonej inflacji, słabszego wzrostu globalnego PKB oraz większej zmienności na rynkach walutowych i akcyjnych. W krótkim terminie inwestorzy powinni przygotować się na okres podwyższonej niepewności, w którym decyzje polityczne będą równie istotne jak dane makroekonomiczne.

Źródło: MarketPortal.pl