Mocny kwartał Goldman Sachs i chłodna reakcja rynku. To może być sygnał dla całej giełdy
Goldman Sachs zakończył pierwszy kwartał z przychodami na poziomie 17,23 mld dolarów i zyskiem 17,55 dolara na akcję, przebijając rynkowe prognozy. Mimo tego akcje banku spadły o ponad 3 proc., bo inwestorzy skupili się na słabszym wyniku w obligacjach i walutach oraz na sygnałach, że wojna z Iranem może zacząć ciążyć na inflacji, rynku IPO i nastrojach w całym sektorze finansowym.
-
Goldman Sachs pokazał bardzo mocny kwartał, napędzany rekordowymi przychodami z handlu akcjami i wyraźnym odbiciem w bankowości inwestycyjnej.
-
Rynek zareagował spadkiem kursu akcji, bo wyniki okazały się dobre, ale nie dość dobre wobec bardzo wysoko ustawionych oczekiwań analityków.
-
Największym ryzykiem dla kolejnych miesięcy pozostaje geopolityka, bo wojna z Iranem może podtrzymać presję inflacyjną, ograniczyć aktywność firm i schłodzić rynek ofert publicznych.
Rekord na akcjach i mocny powrót bankowości inwestycyjnej
Wyniki Goldman Sachs za pierwszy kwartał pokazują, że Wall Street nadal potrafi korzystać z niestabilnego otoczenia rynkowego. Bank zaraportował 17,23 mld dolarów przychodów, wobec oczekiwanych 16,97 mld dolarów, a zysk netto wzrósł o 19 proc. rok do roku do 5,63 mld dolarów. Na akcję przypadło 17,55 dolara, także powyżej prognoz.
Najmocniejszym punktem raportu okazał się segment handlu akcjami. Przychody z tego obszaru wzrosły o 27 proc. do 5,33 mld dolarów, co było najlepszym takim kwartałem w historii banku i, jak wskazują źródła, jednym z najmocniejszych wyników, jakie kiedykolwiek pokazała duża instytucja finansowa. W praktyce oznacza to, że zwiększona zmienność na rynkach, związana zarówno z napięciami geopolitycznymi, jak i z przetasowaniami wokół sztucznej inteligencji oraz prywatnego kredytu, przełożyła się na realne zyski dla działów tradingowych.
Silnie odbiła też bankowość inwestycyjna. Opłaty z tego segmentu sięgnęły 2,84 mld dolarów, rosnąc o 48 proc. rok do roku. Szczególnie mocno wzrosły przychody z doradztwa przy finalizowanych transakcjach przejęć i fuzji, a także z emisji akcji i długu. To ważny sygnał dla rynku, bo jeszcze niedawno właśnie aktywność w obszarze M&A i pozyskiwania kapitału była jednym z głównych słabych punktów globalnych banków inwestycyjnych.
Z perspektywy szerokiego rynku ten zestaw danych jest istotny z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje, że duże instytucje finansowe nadal potrafią zarabiać na niepewności, o ile utrzymuje się aktywność klientów instytucjonalnych. Po drugie, sugeruje, że część firm nie rezygnuje z dużych transakcji kapitałowych mimo napiętego otoczenia geopolitycznego. Zdaniem rynku to sygnał, że biznes jeszcze nie wszedł w tryb pełnego oczekiwania, choć ostrożność w kolejnych miesiącach może już być większa.
Słabość obligacji, wyższe rezerwy i pierwsze ostrzeżenia dla rynku
Pełny obraz nie był jednak tak jednoznacznie pozytywny, jak sugerowały nagłówki o rekordzie w akcjach. Największym rozczarowaniem okazał się segment FICC, czyli handel instrumentami o stałym dochodzie, walutami i surowcami. Przychody w tym obszarze spadły o 10 proc. do 4,01 mld dolarów. To wynik wyraźnie słabszy od oczekiwań rynku, niższy o ponad 800 mln dolarów, a według części szacunków nawet o około 910 mln dolarów względem konsensusu.
Goldman tłumaczył tę słabość gorszym wynikiem w produktach stopy procentowej, hipotekach i kredycie. Lepsza była sytuacja w walutach i surowcach, ale nie wystarczyło to do zneutralizowania spadków w innych częściach segmentu. Dla inwestorów to ważny sygnał, bo pokazuje, że nawet w warunkach podwyższonej zmienności nie każdy rodzaj działalności tradingowej automatycznie korzysta na nerwowości rynku.
Do tego doszedł wzrost odpisów na straty kredytowe. Rezerwy zwiększyły się do 315 mln dolarów, czyli o blisko 10 proc. rok do roku, i były ponad dwukrotnie wyższe od części oczekiwań analityków. To element, który przyciągnął szczególną uwagę rynku. Wzrost rezerw bywa traktowany jako wczesny sygnał ostrożniejszej oceny jakości kredytu i pogarszającego się otoczenia dla finansowania, zwłaszcza jeśli utrzyma się wyższa inflacja, wysokie stopy procentowe i ryzyko spowolnienia.
Nieco chłodniej rynek spojrzał także na komentarze dotyczące przyszłych opłat inwestycyjnych. Backlog, czyli portfel przyszłych prowizji z bankowości inwestycyjnej, nie wzrósł, a wręcz lekko się obniżył wobec poprzedniego kwartału. Kierownictwo banku próbowało tonować te obawy, podkreślając utrzymującą się aktywność w obszarze przejęć i fuzji. Mimo tego inwestorzy uznali, że przy tak wysoko rozbudzonych oczekiwaniach potrzeba było nie tylko dobrych wyników historycznych, ale także mocniejszego sygnału co do kolejnych miesięcy.
To właśnie tu widać jeden z najważniejszych mechanizmów obecnego rynku. Same dobre wyniki już nie wystarczają, gdy wyceny są wysokie, a inwestorzy oczekują nie tylko pobicia prognoz, ale także podniesienia perspektyw. Goldman wszedł w sezon wyników jako spółka oceniana ambitniej niż szeroki sektor bankowy, co naturalnie podniosło poprzeczkę dla reakcji kursu.
Wojna z Iranem wraca do centrum uwagi inwestorów
Najbardziej newralgicznym wątkiem raportu i konferencji po wynikach nie były jednak same liczby, lecz tło geopolityczne. Prezes David Solomon wprost wskazał, że wojna z Iranem zwiększyła zmienność rynku i może stać się obciążeniem dla części biznesu, jeśli konflikt się przedłuży. Według jego oceny dłuższe napięcia na Bliskim Wschodzie mogłyby przełożyć się przede wszystkim na wyższe trendy inflacyjne w drugim i trzecim kwartale.
To ważne, bo rynek od wielu miesięcy próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy dezinflacja w Stanach Zjednoczonych będzie wystarczająco trwała, aby Rezerwa Federalna mogła łagodzić politykę pieniężną. Jeśli konflikt będzie wspierał wzrost cen surowców, zwłaszcza energii, presja cenowa może się utrzymać dłużej. W takim scenariuszu Fed miałby mniej przestrzeni do szybkiego obniżania stóp procentowych, a to z kolei oznaczałoby bardziej wymagające warunki dla kredytu, inwestycji i wycen aktywów.
Wojna wpłynęła już na rynek ofert publicznych. Goldman przyznał, że w marcu doszło do schłodzenia aktywności IPO. To logiczna reakcja rynku. Gdy rośnie niepewność geopolityczna, firmy często wolą poczekać z debiutem giełdowym, zamiast ryzykować słabszą wycenę albo mniejszy popyt ze strony inwestorów. Jednocześnie bank sygnalizuje, że w pipeline pozostaje kilka dużych ofert, które nadal mogą trafić na rynek, jeśli warunki się ustabilizują.
Dla całego rynku finansowego oznacza to, że wyniki Goldman Sachs są czymś więcej niż tylko bilansem jednego banku. To swego rodzaju test odporności dla amerykańskiej gospodarki i rynków kapitałowych. Na razie widać, że zmienność pomaga tradingowi, ale jeśli konflikt zacznie uderzać w ceny energii, inflację i skłonność firm do podejmowania decyzji inwestycyjnych, obecny układ może się szybko odwrócić. W krótkim terminie niepewność napędza obrót. W dłuższym może ograniczać wzrost.
Dobre wyniki nie wystarczyły. Co to oznacza dla rynku i jakie są scenariusze
Spadek kursu akcji Goldman Sachs po publikacji raportu dobrze pokazuje obecny stan rynku akcji w USA. Inwestorzy patrzą już nie tyle na to, czy spółka pobiła konsensus, ile o ile go pobiła i czy daje podstawy do dalszej poprawy prognoz. Goldman zarobił dużo więcej na akcjach i odbudował siłę bankowości inwestycyjnej, ale jednocześnie pokazał słabszy wynik w obligacjach, wyższe rezerwy kredytowe i ostrożniejszy ton wobec otoczenia makroekonomicznego.
To wpisuje się w szerszy obraz sezonu wyników. Wiele wskazuje na to, że amerykański rynek akcji ma dziś bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, bo część oczekiwanego wzrostu zysków została już wcześniej zdyskontowana w cenach. Dlatego nawet mocne raporty mogą spotykać się z chłodną reakcją, jeśli zabraknie poprawy perspektyw. Ekonomiści wskazują, że przy utrzymującej się presji inflacyjnej, wysokich rentownościach obligacji i ryzyku geopolitycznym zarządy spółek mogą ostrożniej wypowiadać się o kolejnych kwartałach.
Dla inwestorów można dziś zarysować trzy główne scenariusze. Pierwszy, najbardziej korzystny, zakłada deeskalację konfliktu z Iranem. W takim układzie spadłaby presja na ceny ropy i inflację, rynek wróciłby do gry pod obniżki stóp procentowych, a aktywność w obszarze IPO i M&A mogłaby ponownie przyspieszyć. To byłoby wsparcie zarówno dla banków inwestycyjnych, jak i dla szerokiego rynku akcji.
Drugi scenariusz, pośredni, zakłada przedłużającą się niepewność bez pełnej eskalacji. Wtedy trading nadal może pozostawać mocny, ale firmy będą ostrożniejsze w podejmowaniu dużych decyzji kapitałowych. Taki układ sprzyjałby raczej segmentom korzystającym ze zmienności niż klasycznej bankowości inwestycyjnej.
Trzeci scenariusz, najbardziej wymagający, to dłuższy konflikt połączony z wyraźniejszym wzrostem cen energii i utrwaleniem inflacji. W takim otoczeniu Fed miałby mniej powodów do luzowania polityki pieniężnej, warunki finansowe pozostałyby restrykcyjne, a wyceny akcji mogłyby znaleźć się pod presją. Dla konsumentów oznaczałoby to ryzyko droższej energii i wolniejszego spadku kosztu pieniądza, a dla gospodarki słabsze perspektywy inwestycyjne.
Właśnie dlatego raport Goldman Sachs należy czytać szerzej niż tylko przez pryzmat jednego banku. To opowieść o rynku, który nadal potrafi generować bardzo mocne wyniki, ale jednocześnie coraz wyraźniej pokazuje, że geopolityka, inflacja i poziom oczekiwań inwestorów stają się równie ważne jak same kwartalne liczby. Na razie Wall Street pozostaje odporna, lecz ta odporność może mieć swoje granice.
