Bitcoin walczy o wiarygodność. Kapitał wybiera złoto, AI i ropę
Bitcoin miał być cyfrowym złotem, niezależnym magazynem wartości i jednym z największych beneficjentów instytucjonalizacji rynku krypto. Tymczasem w 2026 roku największa kryptowaluta świata coraz mocniej wygląda jak aktywo, z którego inwestorzy wychodzą wtedy, gdy na rynku pojawiają się bardziej atrakcyjne okazje. Spadek ceny poniżej 60 tys. dolarów, odpływy z funduszy spot ETF i presja na Strategy Michaela Saylora pokazują, że rynek krypto wszedł w znacznie trudniejszą fazę.
-
Bitcoin spadł o ponad 30 proc. od początku roku, a od październikowego szczytu w pobliżu 126 tys. dolarów stracił około połowę wartości.
-
Fundusze spot bitcoin ETF zanotowały odpływy przekraczające 4 mld dolarów, co pokazuje, że inwestorzy przesuwają kapitał w stronę aktywów z silniejszym momentum.
-
Strategy Michaela Saylora zmienia model finansowania, dopuszczając sprzedaż bitcoina, skup akcji i budowę rezerw płynnościowych.
Bitcoin nie ma za sobą dobrego roku. Największa kryptowaluta świata, której kapitalizacja rynkowa wynosi około 1,2 bln dolarów, odpowiada za ponad połowę całego rynku krypto. To oznacza, że jej słabość natychmiast przenosi się na nastroje w całej branży.
Cena bitcoina spadła o ponad 30 proc. od początku roku, a od październikowego maksimum w okolicach 126 tys. dolarów zniżka sięga już około połowy wartości. Skala przeceny jest tym bardziej bolesna, że w tym samym czasie lepiej radziły sobie amerykańskie akcje, złoto oraz ropa. Rynek coraz wyraźniej pokazuje, że bitcoin przestał być oczywistym pierwszym wyborem dla kapitału szukającego silnego trendu.
Najmocniej widać to po zachowaniu inwestorów momentum. Kapitał, który jeszcze niedawno płynął w stronę krypto, dziś szuka szybszego ruchu gdzie indziej: w spółkach powiązanych ze sztuczną inteligencją, aktywach surowcowych, złocie, ropie oraz nowych historiach inwestycyjnych, takich jak SpaceX. Bitcoin, zamiast przyciągać narracją o przełomie, zaczyna przegrywać konkurencję o uwagę rynku.
Presja uderza także w spółki kryptowalutowe. Coinbase, Circle i Bullish są od początku roku pod kreską, a słabość bitcoina ogranicza apetyt inwestorów na całą branżę. To klasyczny mechanizm rynku bessy: najpierw słabnie aktywo bazowe, później inwestorzy zaczynają kwestionować wyceny firm, których model biznesowy zależy od jego popularności.
Odpływy z ETF i problem górników
Jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych są przepływy w funduszach spot bitcoin ETF. Przez lata wejście dużych instytucji miało być dla rynku krypto argumentem przełomowym. Tymczasem w 2026 roku z tych funduszy odpłynęło już ponad 4 mld dolarów, a według danych do 25 czerwca skala odpływów sięgała około 4,5 mld dolarów.
To nie jest drobna korekta nastrojów. ETF-y miały stabilizować rynek, poprawiać płynność i ułatwiać napływ kapitału z tradycyjnych finansów. Gdy zamiast tego pojawiają się odpływy, rynek dostaje jasny komunikat: inwestorzy instytucjonalni nie traktują obecnych poziomów jako okazji, którą trzeba natychmiast wykorzystać.
Problem widać również po stronie górników. Przy cenie bitcoina znajdującej się poniżej szacowanych kosztów produkcji, które JPMorgan oceniał ostatnio na 78 tys. dolarów za bitcoina, presja na rentowność staje się realna. Coraz bardziej prawdopodobne jest ograniczanie pracy koparek albo przestawianie infrastruktury na centra danych obsługujące sztuczną inteligencję.
To szczególnie ważny wątek, bo pokazuje zmianę priorytetów. Infrastruktura, która przez lata była budowana pod wydobycie bitcoina, może okazać się bardziej opłacalna w gospodarce napędzanej popytem na moc obliczeniową dla AI. Dla rynku krypto to niepokojący sygnał. Bitcoin nie tylko traci kapitał inwestorów, ale może zacząć tracić także część zaplecza operacyjnego.
Cyfrowe złoto nie zdało najważniejszego testu
Największym problemem bitcoina jest dziś nie sama przecena, ale pęknięcie kilku kluczowych narracji, które przez lata napędzały jego wycenę. Pierwsza z nich dotyczyła płatności. Bitcoin miał zmienić system finansowy, ale w praktyce nie zdobył masowej popularności jako środek płatniczy. Według danych przywoływanych przez rynek mniej niż 7 tys. firm na świecie akceptuje go jako formę zapłaty, co wygląda skromnie przy 358 mln aktywnych przedsiębiorstw globalnie.
Druga narracja była jeszcze ważniejsza: bitcoin jako cyfrowe złoto. To właśnie ona przyciągała wielu inwestorów długoterminowych. Argument był prosty: ograniczona podaż do 21 mln monet, brak kontroli ze strony banków centralnych i odporność na drukowanie pieniądza. W teorii brzmiało to przekonująco. W praktyce rynek zweryfikował tę tezę bardzo surowo.
W okresie podwyższonej niepewności, rosnącego zadłużenia państw i napięć wokół polityki handlowej inwestorzy wybrali tradycyjne złoto. Metal szlachetny wzrósł o 64 proc., podczas gdy bitcoin spadł o 5 proc.. To trudny do zignorowania kontrast. Gdy rynek naprawdę szukał bezpiecznej przystani, kapitał nie popłynął do bitcoina, lecz do aktywa znanego od pokoleń.
Oczywiście długoterminowi zwolennicy bitcoina nadal widzą ogromny potencjał. Michael Saylor prognozuje cenę 21 mln dolarów za bitcoina do 2045 roku, a Ark Investment Management zakłada możliwość osiągnięcia przez bitcoina kapitalizacji 16 bln dolarów do 2030 roku. Takie scenariusze bazują głównie na założeniu, że bitcoin przejmie część roli złota jako globalnego magazynu wartości.
Problem polega na tym, że dzisiejsze zachowanie rynku nie potwierdza tej tezy. Aby bitcoin mógł uzasadnić tak ambitne wyceny, musiałby nie tylko wrócić do wzrostów, ale przede wszystkim odzyskać wiarygodność jako aktywo odporne na kryzysy. Na razie zachowuje się raczej jak ryzykowny instrument finansowy, który cierpi, gdy odpływa spekulacyjny kapitał.
Strategy zmienia zasady gry
Szczególną uwagę rynku przyciąga Strategy, czyli spółka Michaela Saylora, która przez lata była jednym z najważniejszych korporacyjnych nabywców bitcoina. Model był prosty: pozyskiwać kapitał, kupować bitcoina i nie sprzedawać. Ten model zaczyna się jednak chwiać.
Strategy ogłosiła głęboką zmianę sposobu finansowania swojej strategii. Spółka może sprzedać do 1,25 mld dolarów w bitcoinie, aby wzmocnić rezerwę gotówkową. Uruchomiono także dwa programy skupu: do 1 mld dolarów dla akcji zwykłych i do 1 mld dolarów dla akcji uprzywilejowanych. Jednocześnie firma zapowiedziała większą dyscyplinę przy emisji nowych akcji, szczególnie wtedy, gdy kurs akcji znajduje się blisko wartości posiadanych bitcoinów.
To istotna zmiana psychologiczna. Strategy jeszcze niedawno symbolizowała bezwarunkowe przekonanie do bitcoina. Teraz wysyła sygnał, że w trudniejszym otoczeniu ważniejsza staje się płynność, wsparcie akcjonariuszy i obsługa zobowiązań. Spółka utrzymuje obecnie rezerwę gotówkową na poziomie 2,55 mld dolarów i chce posiadać środki wystarczające na co najmniej 12 miesięcy wypłat dywidend od akcji uprzywilejowanych oraz kosztów odsetkowych.
Presję widać również w wycenie Strategy. Wskaźnik mNAV, pokazujący relację wartości przedsiębiorstwa wraz z długiem i akcjami uprzywilejowanymi do wartości posiadanych bitcoinów, spadł poniżej parytetu. Akcje spółki straciły prawie 80 proc. w ciągu roku. To podważa przewagę finansowania, która przez lata pozwalała Saylorowi kupować coraz więcej bitcoina bez nadmiernego obciążania akcjonariuszy.
Dodatkowym ciężarem są regulacje. Rynek czeka na postępy wokół Clarity Act, czyli szerokiej ustawy dotyczącej struktury rynku krypto w USA. Jej przyjęcie mogłoby pomóc branży wyjść z impasu, ale negocjacje przeciągają się, a analitycy Mizuho oceniają, że ze względu na zbyt wiele nierozwiązanych kwestii ustawa prawdopodobnie nie stanie się prawem w tym roku.
Spór dotyczy między innymi ograniczeń dla polityków mogących czerpać korzyści z regulacji krypto oraz zasad dotyczących nagród związanych ze stablecoinami. Banki i branża kryptowalutowa mają zbliżone zasoby lobbingowe, co utrudnia szybkie rozstrzygnięcie. Do tego dochodzą inne tematy polityczne, w tym wojna w Iranie i wybory środka kadencji w USA.
Bitcoin nie jest więc tylko pod presją techniczną. To presja strukturalna: odpływ kapitału, słabnące narracje, problemy górników, napięcia regulacyjne i zmiana zachowania największego korporacyjnego posiadacza kryptowaluty. Długoterminowy scenariusz wzrostowy nadal istnieje, ale obecny rynek nie płaci dziś za odległe obietnice. Płaci za momentum, płynność i wiarygodność. A z tym bitcoin ma w 2026 roku coraz większy problem.
